Pierwsze godziny oddawania się swojej pasji mam za sobą.
Ręce okrutnie poranione i obdrapane, ale za to w sercu szczęście i radość.
Kto by pomyślał, że kilka kilo drutu może przynieść kobiecie tyle satysfakcji i spełnienia.
Oczywiście, na początku bez większego szału,
ale powoli nabiera to jakiegoś kształtu i mam cichutką nadzieję,
że i komuś się moja praca spodoba.

O matko ile drutu :) Ciekawe jaki będzie efekt końcowy.
OdpowiedzUsuńBędę starała się na bieżąco wyrzucać zdjęcia z kolejnych etapów pracy :)
OdpowiedzUsuńA to z drutu jest...... o rety, ale się nawyginałaś
OdpowiedzUsuń