Minął już tydzień, a "smok" dalej w powijakach.
Oczywiście to nie brak chęci czy weny,
ale czasu i sił.
Dziś udało mi się troszkę nad nim powisieć i od razu,
znów coś w sercu odżyło,
zapłonęło w duszy.
Świetnie było choć na chwilę oddać się temu dziwacznemu zajęciu i z uśmiechem na twarzy
dać sobie pokiereszować ręce.
No ale dla sztuki i piękna można trochę pocierpieć.
☺☺☺
Drobnymi kroczkami i po małym kawałeczku powstaje coraz więcej
i bliżej końca niż dalej :)

Zaczyna wyglądać naprawdę ciekawie, efekt końcowy z pewnością rozwali. ;)
OdpowiedzUsuń